„Chłopi” tom I „Jesień – Władysław Stanisław Reymont (streszczenie szczegółowe rozdział X)

0 Comments

U Hanki był jej ojciec stary Bylica, który mieszkał z jej siostrą Weroniką. Starsza z sióstr miała zajmować się ojcem i zapewniać mu godne warunki życia za przepisaną ziemię, ale niestety Bylica był zaniedbywany i pogardzany we własnym domu.

Siedział pod oknem, wsparty na kijaszku, i wodził oczami po izbie, to na dzieci, co były cicho się zbiły w kąt, to na Hankę spozierał… siwy był całkiem, wargi mu się trzęsły i głos miał słaby, jakby ptaszęcy, a w piersiach mu cięgiem rzęziało… — Jedliście śniadanie, co? — pytała cicho. — I… po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać… i nie upominałem się, nie… — Weronka psy nawet głodzi, bo tu nieraz do mnie podjeść przychodzą! — zawołała, bo i przy tym gniewała się ze starszą siostrą jeszcze od zeszłej zimy, że to tamta po śmierci matki pobrała wszystko, co pozostało, i oddać nie chciała, to się i prawie nie widywały4.

Antek był zajęty pracą, gdy Boryna wrócił do domu i zajął się doglądaniem gospodarstwa. W domu czekały na niego wszystkie dzieci. Gdy Boryna wszedł do domu rozpoczęła się kłótnia o zapisanie ziemi Jagnie. Maciej nie zamierzał się tłumaczyć, a jego dzieci upominały się o swoją część majątku. Podczas ostrej wymiany zdań padły przykre słowa o Jagnie, co jeszcze bardziej rozzłościło Macieja.

La takiej świni! A żebyś pode płotem zdechła za krzywdę naszą, a żeby cię robaki roztoczyły, ty wywłoko, ty lakudro jedna, ty!… — Coś powiedziała?… — zaryczał stary przyskakując do niej… — Że lakudra i włók ten, to i cała wieś wie o tym… cały świat!… cały!… — Wara ci od niej, bo ci ten pysk o ścianę rozbiję, wara… — i jął nią trząść, ale już Antek przyskoczył i osłonił, i również krzyczeć począł: — I ja przywtórzę, że lakudra jest, włók, ja! A spał z nią, kto chciał, ja!… — wołał nieprzytomnie i gadał, co mu ślina na język przyniesła, nie skończył, bo stary, rozwścieklony już teraz do ostatka, trzasnął go tak w pysk, aż rymnął łbem na oszkloną szafkę i z nią razem zwalił się na ziemię… Porwał się rychło okrwawiony i runął na ojca. Rzucili się na siebie jak dwa psy wściekłe, chycili się za piersi i wodzili po izbie, miotali, bili sobą o łóżka, o skrzynie, o ściany, aż łby trzaskały. Krzyk się podniósł nieopisany, kobiety chciały ich rozerwać, ale przewalili się na ziemię i tak zwarci całą nienawiścią i krzywdami tarzali się, gnietli, dusili… Całe szczęście, że rychło rozerwali ich sąsiedzi i odgrodzili od siebie… Antka przenieśli na drugą stronę i zlewali wodą, tak osłabł z umęczenia i upływu krwi, bo twarz miał porozcinaną o szyby. Staremu nic się nie stało; spencer miał nieco podarty i twarz podrapaną i aż siną z wściekłości… Sklął i powyganiał ludzi, co się byli zlecieli, drzwi od sieni zamknął i siadł przed kominem…5

Categories:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *