Antek Boryna spotkał się z księdzem, aby porozmawiać z nim o postępowaniu ojca. Nie znalazł w proboszczu jednak dobrego powiernika ani zrozumienia.
— A ty się opamiętaj i nie pomstuj, boć to ojciec rodzony! Słyszysz!
— Dobrze pamiętam! — odparł ze złością.
— Grzech śmiertelny i obraza boska. A nic ten dobrego nie zwojuje sobie, któren w zapamiętałości rękę podnosi na ojców i przeciwi się przykazaniom Bożym. Masz rozum, toś o tym wiedzieć powinien.
— Sprawiedliwości chcę ino.
— A pomsty szukasz, co?
Antek nie wiedział, co rzec na to.
— A i to ci jeszcze powiem, że pokorne cielę dwie matki ssie.
— Wszyscy mi to powiedają… juści, ino tej pokorności mam już po grdykę, że więcej nie ścierpię! Choćby i zbój, choćby i ukrzywdziciel, ale że ojciec rodzony, to już mu wolno wszystko, a dzieciom nie wolno dochodzić swojej krzywdy! Laboga, takie urządzenie na świecie, że ino plunąć a iść, gdzie oczy poniesą…
— A idź, któż cię trzyma? — rzucił porywczo ksiądz.
— Może i pójdę, bo co mi tutaj robić, co? — szeptał ciszej, łzawo jakoś.
— Bajesz i tyle. Drudzy i jednego zagona nie mają, a siedzą, pracują i jeszcze Panu Bogu dziękują. Wziąłbyś się do roboty, a nie wyrzekał jak baba. Zdrowy jesteś, mocny, masz o co ręce zaczepić…1.
Księdzu zaginęła kobyła, której Antek niechętnie pomógł mu szukać. Gdy przechodzili koło karczmy ksiądz zdziwił się, że budynek pęka w szwach. Wtedy Antek wyjaśnił mu, że gromada naradza się, jak zareagować na sprzedaż lasu przez dziedzica. Ksiądz był przekonany, że nic nie da się zrobić, ale młody Boryna stwierdził, że można bić się o las. Ksiądz uznał, że Antkowi całkiem rozum odebrało i skierował się w stronę plebanii, ponieważ usłyszał rżenie kobyły. Antek zamiast do domu udał się do szwagra. W drodze rozmyślał o przebiegu rozmowy z księdzem.

