„Chłopi” tom I „Jesień” – Władysław Stanisław Reymont (streszczenie szczegółowe rozdział XI)

0 Comments

W czasie przygotowań Jagna oświadczyła, że nie zgodzi się na tradycyjne obcięcie włosów po ślubie co spotkało się z dezaprobatą jej matki i wszystkich obecnych kobiet. Każda próbowała ją przekonać, że to ważny obyczaj.

— Wiecie, a to po ślubie włosów mi nie obcinajcie!

— Hale, co mądrego umyśliła? Słyszano to, żeby dziewce włosów nie ucięto po ślubie!

— A po dworach i miastach nie obcinają!

— Pewnie, juści, bo im tak trzeba do rozpusty, żeby ludzi mogły ocyganiać i za co inszego się wydawać. Ale, będzie tu nowe porządki zakładała! Dworskie pannice niechta z siebie cudaki robią i pośmiewisko, niechta z kudłami jak Żydowice jakie chodzą — wolno im, kiej głupie, a tyś gospodarska córka z dziada pradziada, nie żadne miejskie pomietło, toś robić winna jak Pan Bóg przykazał, jak zawżdy w naszym gospodarskim stanie się robiło… Znam ja te miejskie wymysły, znam… jeszcze nikomu one na zdrowie nie wyszły! […] Ale Jagna mądrych przykładów nie słuchała, a o obcięciu i gadać sobie nie dała… Namawiała ją Ewka, a ta znająca była, niejedną wieś znała i rok w rok do Częstochowy z kompaniami chodziła […]3.

Jagustynka, która brała udział w przygotowaniach została zawołana przez Witka do Kuby, ponieważ od kilku dni gorzej się czuł i leżał w stajni – bolała go przestrzelona noga. Przygotowania nabierały tepma, co rusz ktoś przychodził i coś przynosił.

A w domu gwar się czynił coraz większy, bo wciąż wpadały kumy różne, to krewniaczki, to gospodynie, i dawnym obyczajem znosiły kury, to bochen białego chleba, placek, soli, mąki, słoniny albo i srebrnego rubla w papierku — wszystko to w podzięce za prosiny weselne, żeby gospodyni zbytnio się nie szkodowała. Przepijały ze starą po kieliszeczku słodkiej, pogwarzyły, nadziwowały i rozbiegały się spiesznie4.

Zbliżało się późne popołudnie, dzwony zasygnalizowały nieszpory. Dziewosłęby i drużbowie pana młodego pojawili się na wiejskiej drodze w akompaniamencie muzyki. Mężczyźni zgodnie z tradycją prowadzili gości do domu weselnego.

Za muzyką szły oba dziewosłęby i drużbowie — sześciu ich było. A wszystko chłopaki młode, dorodne, kiej sosny śmigłe, w pasie cienkie, w barach rozrosłe, taneczniki zapamiętałe, pyskacze harde, zabijaki sielne, z drogi nieustępliwe — same rodowe, gospodarskie syny. Walili środkiem drogi, kupą całą, ramię przy ramieniu, aż ziemia dudniła pod nogami, a tak radośni, weselni i przystrojeni pięknie, że ino w słońcu grały pasiaste portki, czerwone spencerki, pęki wstęg u kapeluszów i rozpuszczone na wiatr, kiej skrzydła, kapoty białe… Krzykali ostro, podśpiewywali wesoło, przytupywali siarczyście i szli tak szumno, jakoby się młody bór zerwał i z wichurą leciał… Muzyka grała polskiego, bo zaś ciągnęli od domu do domu zapraszać weselników — gdzie im wynosili gorzałki, gdzie zapraszali do wnętrza, gdzie zaś śpiewaniem odpowiedzieli — a wszędy wychodzili przystrojeni ludzie, przystawali do nich i szli dalej społem5.

Gdy goście zostali odprowadzeni to dziewosłęby i drużbowie zawrócili do domu pana młodego. Witek uprzedził Borynę, że drużbowie już są.

Categories:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *