„Chłopi” tom I „Jesień – Władysław Stanisław Reymont (streszczenie szczegółowe rozdział IV)

0 Comments

Antek pochylał się nad rolą i dotykał ręką wschodzących ździebeł.

— Idzie… gęste kiej szczotka… — mruknął i obejmował oczami te morgi, które obsiewał za odrobek ojcu.

— Gęste, ale ojcowe lepsze, idzie kiej bór! — mówiła Hanka patrząc na sąsiednie zagony.

— Bo rola lepiej doprawiona.

— Mieć ze trzy krowy, to by i ziemia się pożywiła.

— I konia swojego.

— I przychować co na sprzedaż. A tak, co? Każdą plewę, każdą obierzynę ociec rachują i mają za wielgie rzeczy.

— I wszystko wypomina!…

Zamilkli nagle, bo uczucie krzywdy zalało im serca żalem, gniewem i głuchym, szarpiącym buntem.

— Ino osiem morgów by wypadło — wykrzyknął bezwiednie.

— Juści, że nie więcej. Przecież to i Józka, i kowalowa, i Grzela, i my — wyliczała.

— Kowalowe by spłacić i ostać przy chałupie i półwłóczku…

— A masz to czym?… — jęknęła aże w tym uczuciu bezsilności tak silnym, że łzy jej pociekły po twarzy, gdy ogarnęła oczami te pola ojcowe, tę ziemię jak złoto czyste, gdzie i pszenica, i żyto, i jęczmień, i buraki od skiby do skiby siać było można… Tyle dobra, a to wszystko cudze… nie ich…5.

Małżeństwo kontynuowało rozmowę, ale Antek coraz bardziej zatapiał się w swoich myślach i nie słuchał, co mówi Hanka. W końcu zostawił żonę samą z dzieckiem i skierował się do wsi. Hanka rozżalona wracała sama z dzieckiem na ręku. Czuła się samotna i nieszczęśliwa.

Categories:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *