W Lipcach świtało, gdy Witek wracał do domu Boryny z wesela, które obywało się w domu Dominikowej. Cała wieś spała, widoczny był jeszcze przymrozek, wiatr wiał, a pod stopami parobek czuł zmarzniętą ziemię. W domu Boryny przebywał Roch, który przy nikłym świetle śpiewał pieśni kościelne. Witek skierował się do stodoły, gdzie czekał na niego wygłodzony pies Łapa. Parobek przyniósł mu z wesela ukradkiem zabraną kiełbasę. Mężczyzna położył się, przykrył słomą i zasnął, ponieważ był zmęczony po zabawie. W stajni obok leżał chory Kuba, który słabym głosem wołał Witka, ale ten nie odpowiadał. Dopiero gdy pies zaczął szczekać Witek obudził się i zajrzał do Kuby, który polecił mu dać koniom siana. Parobkowie rozmawiali o trwającym weselu. Jagna wieczorem miała przenieść się do domu męża. Kuba czuł się coraz gorzej.
Gorączka mroczyła go coraz bardziej, więc jakby na odegnanie zaczął szeptać pacierz i Panu Jezusowemu miłosierdziu oddawał się gorąco na wolę i niewolę, ale zapominał słów, sen nań spadał raz po raz, a ciąg szeptów, nabrzmiałych prośbą i łzami, rwał się i rozsypywał niby czerwone paciorki, że chciał je zgarniać, tak widno toczyły się po kożuchu; zapominał jednak o wszystkim, zasypiał… Budził się czasami, wodził pustym wzrokiem i nic nie rozeznawszy zapadał znowu, leciał w martwą, trupią ćmę. To znowu jęczał i tak krzyczał przez sen, aż konie z chrapaniem rwały się na łańcuchach, trzeźwiał nieco i unosił głowy. — Jezus, żeby choć dnia doczekać! — jęczał trwożnie i wybiegał oczyma przez okienko, we świat, za dniem; słońca szukał po niebie szarym, ostygłym i poprzebijanym blednącymi gwiazdami…Ale dzień był jeszcze daleko1.
Kuba nie mogąc znieść już bólu poprosił Witka, aby pobiegł na wesele i sprowadził Jambrożego lub Jagustynkę. Liczył, że któreś z nich mu pomoże i ocalą jego życie. Witkowi niestety nie udało się nikogo przekonać, by zajrzał do cierpiącego Kuby. Gromada bawiła się w najlepsze: Jambrozy był już nietrzeźwy, a Jagustynka zawzięcie plotkowała z kobietami ze wsi.
Jambroży był spity już swoim zwyczajem, stał na drodze wprost domu, potaczał się od stawu do płotów i wyśpiewywał. Darmo go Witek prosił i za rękaw ciągał, dziad jakby nie słyszał i nie wiedział, co się z nim dzieje, potaczał się ino a śpiewał zapamiętale ciągle tę samą śpiewkę. Pobiegł do Jagustynki, że to i ona znająca była na chorobach, ale stara z kumami siedziała w komorze i tak se przepijały krupnikiem, tak se dogadzały piwem, a tak wraz gadały i jazgotały śpiewaniem, że ani jej było o czym mówić. Raz i drugi skamlał, by szła do Kuby, to go w końcu wyciepnęła za drzwi i coś niecoś pięścią przyłożyła na drogę; z płaczem poleciał do stajni, tyle ano wskórawszy2.
Nastał świt i zabrano się za prace gospodarskie. Jagustynka jak i całe Lipce zaspały, więc kobieta zajrzała do Kuby dopiero późnym rankiem. Gdy go obejrzała stwierdziła, że parobek nie potrzebuje lekarza, ale księdza. Miał siną i obrzękłą twarz. Było dla niej oczywiste, że Kuba nie wyzdrowieje. Czasem zaglądał do niego Witek, raz przyszła Józka. Wszyscy przygotowywali się do przenosin Jagny a o Kubie nikt nie pamiętał. Wieczorem zajrzał do niego Jambroży. Podczas tej wizyty okazało się jednak, że Kuba nie ma skręconej nogi a został postrzelony przez borowego podczas kłusowania. Noga obrzękła i zaczęła ropieć, a pod skórą było wiele śrutu. Jambroży poradził Kubie pójście do szpitala, gdzie amputują mu nogę. To uratowałoby mu życie, ale Kuba się nie zgodził – bał się i nie miał pieniędzy. W agonii postanowił sam uciąć sobie nogę. W tym czasie następowało tradycyjne przeniesienie rzeczy Jagusi do gospodarstwa Boryny.
W ten sam czas wesele się ano przenosiło do Boryny. Robili przenosiny Jagusi do męża. Nieco przódzi przeprowadzili tęgą krowę i przewieźli skrzynkę, pierzyny i statki różne, jakie w wianie dostawała. Muzyka szła na przedzie i raźno przegrywała, a za nią Jagusię, wystrojoną jeszcze po weselnemu, matka wiedła z braćmi i kumami, a dopiero w podle, gdzie kto wziął miejsce, walili hurmą weselnicy. Na ganku przed progiem czekał już Boryna, kowalowie i Józka. Dominikowa wniosła przodem w węzełku skibkę chleba, soli szczyptę, węgiel, wosk z gromnicy i pęk kłosów poświęconych na Zielną, a gdy i Jaguś próg przestąpiła, kumy ciskały za nią nitki wyprute i paździerze, by zły nie miał przystępu i wiodło się jej wszystko. Wraz też witali się, całowali a życzyli młodym szczęścia, zdrowia i co tam Pan Bóg da, a do izby szli, że wnet zawalili ławy wszystkie i kąty. Grajkowie, narządzając instrumenty, pobrzękiwali z cicha, aby nie mącić poczęstunku, z jakim wystąpił Boryna3.
Goście weselni chwali dom Boryny. Jawił się jako obraz dostatku: wszędzie były obrazy, różne sprzęty gospodarskie, ściany wybielone i czyste podłogi. Do tego zwierzęta gospodarskie: trzy krowy, byk, gęsi, świnie oraz 33 morgi ziemi. W trakcie zabawy Roch poprosił Jambrożego, żeby zobaczył Kubę, bo był bliski śmierci. Józka przygotowała dla niego jedzenie, porozmawiali o weselu. Zwierzyła się parobkowi, że była u Antka z jedzeniem, ale niczego nie chciał od niej przyjąć. Zabawa trwała w domu gospodarza a w tym czasie Kuba umierał w stajni w samotności.
Warto przeczytać: K. Przerwa-Tetmajer „Lubię, kiedy kobieta” – opracowanie
18 września 2026J. Kasprowicz „Dies Irae” – opracowanie
20 września 2026PJ (8) – Prawa boskie a prawa ludzkie
22 września 2026F. Dostojewski „Zbrodnia i kara” – str. szczegółowe cz. I rozdz. I

