„Chłopi” tom I „Jesień – Władysław Stanisław Reymont (streszczenie szczegółowe rozdział VI)

0 Comments

Powieść społeczno-obyczajowaPodstawowa odmiana powieści w okresie realizmu. Tematy czerpała z życia codziennego, a działania bohaterów motywowała społecznie i psychologicznie.

Po jarmarku w Lipcach zrobiło się deszczowo, szaro i brzydko. Mieszkańcy musieli jeszcze zwieźć kapustę ze swoich pól uprawnych. Prace te nie minęły ani rodziny Dominikowej, ani Macieja Boryny. Jagna wraz z Szymkiem zajmowali się wycinaniem kapusty, a Jędrzej łatał przeciekający dach. U Borynów Józka z Hanką pracowały na polu kapusty. Pola Boryny i Dominikowej, na których rosła kapusta sąsiadowały ze sobą, więc Józka chętnie rozmawiała z Jagną, gdy skończyli ładować zbiory na wóz. Kobiety rozmawiały o planowanym na wsi weselu. W rozmowę wtrąciła się Jagustynka i zasugerowała, że Maciej Boryna też mógłby się jeszcze ożenić. Gdy Hanka i Józka to usłyszały były wręcz zgorszone, ponieważ Boryna był wdowcem dopiero od zeszłej wiosny. Józka była wręcz przekonana, że nigdy nie pozwoliłaby ojcu na powtórny ożenek. Kobiety jednak wiedziały, że Maciej to gospodarz i jeśli będzie chciał się ożenić to zrobi to bez pytania kogokolwiek o zdanie. Józka uzgodniła z Jagną, że kobieta przyjdzie pomóc do nich obierać kapustę. Krewne Boryny zostały jeszcze na polu, natomiast Jagna z Szymkiem wyruszyli z pełnym wozem kapusty do domu. Koń nie mógł sobie poradzić z ciężarem i utknął w błocie. Na szczęście na grobli1 był Antek Boryna i pomógł Paczesiom. Między nim a kobietą wywiązała się rozmowa.

— To wy, Antoni?…

— Juści.

— A pośpieszajcie, bo już tam Hanka was wypatruje… Pomóżcie nam…

— Poczekajcie, niech ino zejdę, to pomogę. Pomroka taka, że nic nie widać.

Wjechali zaraz na groblę, bo tak potężnie podparł, aż koń ruszył z kopyta i zatrzymał się dopiero na wierzchu.

— Bóg wam zapłać, ale też mocni jesteście, że laboga! — wyciągnęła do niego rękę.

Zamilkli nagle, wóz ruszył, a oni szli koło siebie nie wiedząc, co mówić, zmieszani dziwnie oboje.

— Wracacie to? — szepnęła cicho.

— Ino cię do młyna odprowadzę, Jaguś, bo tam w drodze woda wyrwę zrobiła.

— To dopiero ciemnica, co? — wykrzyknęła.

— Boisz się, Jaguś? — szepnął przysuwając się bliżej.

— Hale, bałabym się ta…

Znowu zamilkli i szli tak przy sobie, że biodro w biodro, ramię w ramię…

— A oczy to się wam świecą jak temu wilkowi… aże dziwno…

— Będziesz w niedzielę na muzyce u Kłębów?

— A bo to matka mi dadzą…

— Przyjdź, Jaguś, przyjdź… — prosił cichym, przyduszonym głosem.

— Chcecie to? — zapytała miękko, zaglądając mu w oczy.

— Laboga, a dyć ino la ciebie zgodziłem skrzypka z Woli i la ciebie namówiłem Kłęba, żeby dał chałupy, la ciebie, Jaguś… — szeptał i tak przysuwał twarz do jej twarzy, i dyszał, aż się cofnęła nieco i zadygotała ze wzruszenia.

— Idźcie już… czekają na was… jeszcze kto nas obaczy… idźcie…

— A przyjdziesz?

— Przyjdę… przyjdę… — powtórzyła obzierając się za nim, ale już zniknął w mgle, tylko odgłos jego kroków słychać było po błocie2.

Antek był zakochany w Jagnie z wzajemnością. Rozmowa wywołała w kobiecie wiele gorących uczuć i emocji, nad którymi nie potrafiła zapanować.

Categories:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *