T. Borowski „Ludzie, którzy szli” – streszczenie szczegółowe

0 Comments

Spośród więźniarek co jakiś czas wybierano te, które mają zostać zagazowane – pięćset, sześćset lub tysiąc. Bloki sprawdzane były przez esesmanki i pytały czy któraś z więźniarek jest w ciąży. W szpitalu dostaną wtedy mleko i chleb. Mężczyźni, którzy pracowali przy obozie często spędzali tam całe dnie, bo nie było takiej ilości materiału, by pracować. Chodzili do bloków, bud i znajdowali sobie kochanki. Minął czerwiec.

Tak minął czerwiec. Przez dnie i noce ludzie szli — tą i tamtą drogą. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Ranki wstawały przenikliwie zimne. Potem wróciła pogoda! Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i ludzie szli dalej. Często staliśmy rano, nie mogąc wyjść do pracy, bo drogi były przez nich zatarasowane. Szli powoli, luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Kobiety, starcy, dzieci. Szli za drutami, zwracając ku nam milczące twarze. […] — Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące, licz po dwadzieścia tysięcy dziennie… Koło miliona! — Nie co dzień gazowali tyle. Zresztą, cholera ich wie, cztery kominy i parę dołów. — To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy, co tu gadać, wszystkich przywieźli, a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? — Nie wszystko ci jedno? — Ja, ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wytłuką. — Nie zabraknie. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. Za gromadą ludzi powolutku idą esesmani, dobrotliwymi uśmiechami zachęcają do marszu5.

Tadek wraz z towarzyszami obserwowali masową zagładę ludzi. Z dachów bloków, które obkładali papą widzieli krematoryjny dym i doły, w których żywcem palono ludzi. Było to ostatnie lato w oświęcimskim obozie. Narrator zwraca uwagę na to, że po czasie w pamięci człowieka zostają już tylko obrazy. On zapamiętał następujący.

Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. I dziś, kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia, widzę niekończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający — tą i tamtą drogą, kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem, rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku, która krzyczy do mnie niecierpliwie: — Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku, normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami, jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę pyta się nieodmiennie: — Dostałeś dziś paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. Ona tak lubi jajka…6.


  1. T. Borowski, Ludzie, którzy szli, [w:] Opowiadania, Warszawa 2022, s. 103. ↩︎
  2. Tamże, s. 103. ↩︎
  3. Tamże. ↩︎
  4. Tamże, s. 105. ↩︎
  5. Tamże, s. 110-111. ↩︎
  6. Tamże, s. 111. ↩︎
Categories:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *