Profesor Andrews był naukowcem, który reprezentował nową szkołę psychologiczną, wywodzącą się z psychoanalizy. Mężczyzna był w trakcie podróży do Polski z torbą wypełnioną książkami i ciepłymi ubraniami, ponieważ jego wizyta przypadała na jeden z grudniowych tygodni. Samolot, w którym leciał naukowiec startował z lotniska Heathrow, a podróżnik był przekonany o tym, że w dobrym świetle przedstawi osiągnięcia swojej szkoły psychologicznej, ponieważ Polacy to inteligentni ludzie. W trakcie podróży profesor, popijając drinka z polskiej wódki, przypomniał sobie o śnie, który miał w nocy poprzedzającej podróż.
Otóż śniła mu się wrona, bawił się w tym śnie z dużym czarnym ptakiem. Można powiedzieć, tak odważył się przyznać sam przed sobą — pieścił się z wroną jak z małym szczeniakiem. Wrona w systemie znaczeń onirycznych jego szkoły reprezentowała zmianę, coś nowego, dobrego: poprosił więc o drugiego drinka1.
Po wylądowaniu w Warszawie profesor uznał, że lotnisko jest małe i pełne przeciągów. W hali przylotów czekała na niego Goska, która pełniła rolę jego przewodniczki i organizatorki pobytu. Miała przy sobie kartkę z imieniem i nazwiskiem profesora. Razem wsiedli do zdezelowanego pojazdu i ruszyli przed siebie. w czasie jazdy Gosha przedstawiała gościowi plan jego wizyty w Polsce.
Dziś jest sobota, dzień wolny od pracy. Zjedzą razem kolację i on odpocznie. Jutro, w niedzielę — spotkanie ze studentami na uniwersytecie. Tak, powiedziała nagle, jest tu trochę nerwowo. Wyjrzał przez okno, ale nie zauważył niczego szczególnego. Potem wywiad do pisma psychologicznego, potem kolacja. W poniedziałek, jeśli chce, może zwiedzić miasto. We wtorek spotkanie z psychiatrami w jakimś instytucie, nie był w stanie zapamiętać szeleszczącej nazwy. W środę jadą do Krakowa na uniwersytet. Szkoła psychologiczna profesora Andrewsa cieszy się tam wielkim poważaniem. W czwartek — Oświęcim, sam o to prosił. Wieczorem powrót do Warszawy. W piątek i sobotę całodniowe warsztaty dla psychologów praktyków. W niedzielę wylot do domu2.
Profesor podczas podróży zorientował się, że zapomniał zabrać z lotniska torbę z książkami i rzeczami osobistymi. Gdy wrócił na halę przylotów jego bagażu już nie było. Próbowała mu pomóc Gosha, ale bezskutecznie. Ustalono, że wrócą na lotnisko jutro i torba na pewno się znajdzie. Profesor zjadł kolację w towarzystwie przewodniczki i jej narzeczonego, który jednak nie mówił po angielsku i wydał się profesorowi bardzo ponury. Na kolację zaserwowano barszcz z pierożkami, o którym naukowiec słyszał od swojego dziadka, który był Polakiem, wywodzącym się z Łodzi. Po kolacji para odprowadziła profesora na osiedle wysokich bloków. w Jednym z nich, na ostatnim piętrze, znajdowała się kawalerka, w której miał się zatrzymać. Profesor zasnął, ale spał dość niespokojnie. Chciało mu się pić, ale nie miał siły wstać, ponieważ podczas kolacji przesadził z alkoholem.
Następnego dnia obudził się o jedenastej. Wziął prysznic, ubrał się we wczorajsze wymięte ubranie i zaparzył sobie resztki kawy, którą znalazł w słoiku po dżemie. Gosha się nie odzywała – profesor był przekonany, że zajmuje się jego zaginionym bagażem. Nagle naukowiec zauważył czołg i opanował go niepokój. Znalazł karteczkę z numerem Goshy, ale w słuchawce nie było sygnału. Próbował jeszcze kilkukrotnie, ale bezskutecznie. Gdy wybrał numer do Anglii również nie było sygnału. Mężczyzna zaczął podejrzewać, że telefon jest zepsuty. Szybko się ubrał, zbiegł na dół i zaczął błądzić między blokami. Gdy znalazł telefon zorientował się, że nie ma polskich monet, sklepy były nieczynne ze względu na niedzielę, a przechodnie nie mówili po angielsku. Profesor się zgubił – nie pamiętał adresu, pod którym znajdowało się jego mieszkanie. Naukowiec błądził cały dzień: był zrozpaczony i zmarznięty. Udało mu się znaleźć czołg i dzięki niemu trafił do mieszkania. Była szósta, powinien już prowadzić wykład, ale nie rozumiał sytuacji, w której się znalazł.
W lodówce był tylko kawałek starego, żółtego sera, puszka pasztetu, masło i dwa jajka, z których usmażył omlet, popijając whisky, którą kupił jeszcze na lotnisku w Anglii. Kolejnego dnia obudził się bardzo wcześnie, Spał nago, ponieważ nie wiedział, kiedy odzyska torbę ze świeżą bielizną. O siódmej podniósł słuchawkę telefonu, ale sygnału nadal nie było.

