Wspomnienia na temat studiów
Czytelnikowi zostaje przedstawiona postać starożytnego Herodota, którego sylwetkę Ryszard Kapuściński poznał w trakcie wykładów o starożytnej Grecji na Uniwersytecie Warszawskim. Po latach okazuje się jednak, że zapiski z wykładów nie zawierają notatek o nim. Był postacią, która pojawiła się i zaraz zniknęła. Wykłady były prowadzone dwa razy w tygodniu dla pierwszego roku studentów historii. Profesor Bieżuńska-Małowist z zaciekawieniem spogląda na setkę studentów, których ma przed sobą. Były to dzieci wojny, których edukacja miała bardzo poważne luki. Wielu studentów nie miało żadnej wiedzy na temat starożytnej Grecji.
Byliśmy dziećmi wojny, w latach wojny gimnazja były zamknięte i choć w dużych miastach spotykało się czasem tajne komplety, tu, na tej sali, siedzieli najczęściej dziewczęta i chłopcy z dalekich wiosek i małych miasteczek, nieoczytani, niedouczeni. Był rok 1951, na studia przyjmowano bez egzaminów wstępnych, bo głównie liczyło się to, kto z jakiego pochodził domu — dzieci robotników i chłopów miały najwięcej szans na indeks1.
Miejsca na sali było niewiele, studenci siedzieli ściśnięci. Obok Kapuścińskiego po jego lewej stronie siedział Z., który był milczący i ponury. Na co dzień mieszkał na wsi niedaleko Radomska i wierzył w przesądy. Po prawej siedział W., którego na zmianę pogody bolało kolano, które zostało mu przestrzelone podczas leśnej walki, o której nie chciał mówić. Na kierunku było też kilkoro studentów z lepszych rodzin, którzy odznaczali się wyglądem.
Wśród nas było też kilkoro z lepszych rodzin. Ci nosili się czysto, mieli lepsze ubrania, a dziewczyny czółenka na wysokim obcasie. Jednakże były to rzucające się w oczy wyjątki, rzadkie okazy — przeważała uboga, siermiężna prowincja: pomięte płaszcze z demobilu, połatane swetry, perkalowe sukienki2.
W trakcie wykładów studentom pokazywane były fotografie, które przedstawiały herosów, nimfy i cały piękny antyczny świat. Jednak słuchacze najczęściej byli obojętni wobec tego, co widzieli. Przy okazji wspomnień na temat prowadzonych wykładów Kapuściński przedstawia proces wydawniczy przekładu Dziejów Herodota. Okazuje się, że gdy był studentem przekład nie był dostępny, ponieważ leżał w szafie tłumacza Seweryna Hammera, który przełożył dzieło starożytnego filozofa w latach czterdziestych XX wieku. Druk książki, który pierwotnie był zaplanowany na 1952 rok został nagle wstrzymany, ale Kapuścińskiemu nie udało się ustalić z jakich powodów. Prawdopodobnie wstrzymał ją cenzor, ponieważ pierwotnie druk przypadał na kilka miesięcy przed śmiercią Józefa Stalina. Ludzie obawiali się kolejnej fali terroru, więc ograniczali wszystkie ryzyka. Myśleniem krajów za żelazną kurtyną rządziła aluzja. Każde słowo i każdy przekaz mógł mieć drugie dno.
Panowała wówczas, rządziła całym naszym myśleniem, całym sposobem patrzenia i czytania obsesja aluzji. Każde słowo się z czymś kojarzyło, każde miało podwójny sens drugie dno, ukrytą wymowę, w każdym było coś sekretnie zakodowane i przebiegle utajone. Nic nie było takie jak w rzeczywistości, dosłowne i jednoznaczne, bo z każdej rzeczy, gestu i słowa wyzierał jakiś aluzyjny znak, spoglądało porozumiewawczo mrugające oko. Człowiek piszący miał trudność z dotarciem do człowieka czytającego nie tylko dlatego, że po drodze cenzura mogła tekst skonfiskować, ale również z tego powodu, że kiedy tekst wreszcie dotarł do odbiorcy, ten czytał coś zupełnie innego, niż było najwyraźniej napisane, czytał i nieustannie zadawał w myśli pytanie: – Co też ten autor chciał mi naprawdę powiedzieć?3.
Dzieje Herodota pojawiły się w księgarniach w 1955 roku czyli dwa lata po śmierci Józefa Stalina a Kapuściński ukończył studia i rozpoczął pracę w gazecie.

